niedziela, 05 sierpień 2012 07:48

Piotr Szubarczyk:Ilu obywateli Rzeczypospolitej zginęło na wojnie?

Napisane przez



Piotr Szubarczyk

Biuro Edukacji Publicznej

Oddziału Gdańskiego IPN

Członek Kolegium Polskiego Stowarzyszenia Morskiego-Gospodarczego im. E. Kwiatkowskiego

Straty nie policzone lub źle policzone

Ilu obywateli Rzeczypospolitej zginęło na wojnie?

Przypominamy Państwu referat wygłoszony przez p. Piotra Szubarczyka na konferencji naukowej zorganizowanej przez PSM-G w maju 2010 r. w Ostrołęce we współpracy z Prezydentem miasta Ostrołęki

65 rocznica zakończenia II wojny światowej to dobra okazja, by zadać po raz kolejny pytanie zasadnicze, najważniejsze ze wszystkich polskich pytań dotyczących wojny: Ilu Polaków zginęło podczas II wojny światowej? Jakie nieodwracalne straty poniosła Rzeczpospolita Polska w wyniku agresji Niemiec i Związku Sowieckiego na nasz kraj we wrześniu 1939 r. oraz w wyniku wieloletnich nastepstw tej agresji? Chodzi o te straty najważniejsze i najboleśniejsze. Chodzi o zabitych i o celowo przywiedzionych do śmierci. Potencjał ludzki jest przecież najważniejszym i najszlachetniejszym spośród wszystkich rodzajów narodowej energii, o których mówimy na tej konferencji.

Po zadaniu tak prostego pytania pojawia się najpierw zdziwienie. Dotyczy ono samego sensu zadawania podobnych pytań. No bo przecież powszechnie, od lat wiadomo, że podczas wojny zginęło 6 mln Polaków… A refleksja, która nieuchronnie dotrze do każdego dociekliwego, a przy tym wrażliwego Polaka, będzie dotyczyć także poprawności w sformułowaniu pytania. Przecież na wojnie ginęli nie tylko obywatele Rzeczypospolitej narodowości polskiej, ale także nasi współobywatele innych narodowości: Żydzi zamęczeni w ramach niemieckiego ?ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej?; Ukraincy i Ukrainki, zamęczeni przez swych rodaków za to, że mieli polską żonę, polskiego męża i dzieci, w których żyłach płynęła polska krew; Białorusini zabijani zarówno przez Gestapo, jak i NKWD za wspieranie polskiego ruchu partyzanckiego. Wszyscy ci, którzy byli lojalni wobec Polski, swojego państwa ? choć Polakami z urodzenia nie byli ? i to swoje przywiązanie demonstrowali.

Ilu obywateli Wielkiej Brytanii zginęło w wyniku II wojny światowej? To bardzo łatwe pytanie. Odpowiedź na nie została już dawno opracowana i naukowo zweryfikowana z dokładnością do tysiąca osób: na wojnie zginęło 357 tysięcy Brytyjczyków. Wracamy do naszego pytania: Ilu obywateli Rzeczypospolitej Polskiej zginęło podczas II wojny światowej? To było kiedyś ? tak nam się wydawało – także bardzo łatwe pytanie, na które każde dziecko w Polsce potrafiło odpowiedzieć bez namysłu. Liczbę 6 mln ludzi przytaczano w książach, w filmach i w mediach tysiące razy. Pojawia się ona zarówno w przemówieniach Bolesława Bieruta czy Władysława Gomułki, jak i w homilii Jana Pawła II. Historycy czasów PRL potrafili udzielić jeszcze bardziej precyzyjnej odpowiedzi: 6 mln 28 tysięcy, więc także z dokładnością do tysiąca, prawie jak w W. Brytanii…

Wątpliwości budzi jednak do dziś ?metodyka? tych ustaleń, bynajmniej nie naukowa. Ustalić liczbę zabitych na 6 mln ludzi. Tak brzmiała dyrektywa Jakuba Bermana, w latach 1944?56 członka Politbiura PPR, następnie PZPR, później wicepremiera rządu PRL, przede wszystkim zaś człowieka uznawanego za jednego z trzech wielkorządców sowieckiej Polski w pierwszej dekadzie po wojnie ? obok Bolesława Bieruta i Hilarego Minca.

W zgodzie z tą dyrektywą Bermana, Biuro Odszkodowań Wojennych przy Prezydium Rady Ministrów podało w roku 1947, w Sprawozdaniu w przedmiocie strat i szkód wojennych Polski w latach 1939-1945, że Polska straciła w wyniku wojny wspomniane 6 mln 28 tys. obywateli, w tym 3 mln obywateli narodowości żydowskiej lub Polaków pochodzenia żydowskiego.

Oczywiście, ta dyrektywa Bermana miała jakieś mgliste podstawy, skoro pierwsza powojenna próba bilansu strat nastąpiła jeszcze w roku 1945. Komunistyczny minister sprawiedliwości tzw. Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej, Henryk Świątkowski, pismem z 29 sierpnia 1945 r. polecił kierownikom sądów grodzkich w całym kraju zebranie zbiorczych danych o obozach niemieckich, w których zginęli mieszkańcy poszczególnych powiatów, o masowych egzekucjach i masowych grobach na terenie powiatu. Do pisma załączono wzór kwestionariusza, za którego wypełnienie odpowiedzialni byli burmistrzowie i wójtowie z terenu powiatu. Mieli też oni podejmować decyzje, co do ekshumacji na swoim terenie.

Niestety, dane z tych kwestionariuszy były nazbyt ogólnikowe i niepełne, mimo bliskości w czasie wojennych wydarzeń i licznych żyjących świadków. Nosiły piętno niechcianej pracy administracyjnej lub może raczej, powiedzmy to sprawiedliwie, pracy niemożliwej do wykonania w krótkim czasie ? z powodu ówczesnych braków kadrowych i braków w sprzęcie. Widzimy to na przykładzie Starogardu na Pomorzu (dziś Starogardu Gdańskiego). Ówczesny burmistrz tego miasta, Antoni Gronowski, pisze w kwestionariuszu o ?około 40 Żydach? i ?około 150 Polakach?, którzy zginęli z rąk Niemców w okresie od 2 września 1939 r. do 1 grudnia 1940 r. Odpowiedź nie tylko myląca, nieprecyzyjna, o czym dziś już wiemy, ale także niepełna. Nic dziwnego, burmistrz pisze w kwestionariuszu tylko o tych, o których go pytają, a pytają tylko o ofiary niemieckich represji i niemieckich obozów. Nie musi więc pisać, a nawet nie może pisać, że w Katyniu zginął ? w czasie, który obejmują jego nieprecyzyjne dane ? znany mu dobrze syn dyrektora starogardzkiego gimnazjum i kilkunastu innych mieszkańców miasta. Nie pisze o ponad 500 młodych mieszkańcach powiatu starogardzkiego, którzy zginęli na wojnie wcieleni przymusowo do Wehrmachtu, ponieważ dla nowej władzy jest to ?element podejrzany?, poza tym sam burmistrz nie wie, ilu ich naprawdę zginęło.

Problem bilansu polskich strat wojennych polegał od początku na tym, że kiedy można je było ustalić w miarę precyzyjnie, bo żyli świadkowie, nie było ku temu warunków politycznych. Statystyka, tak jak w każdym państwie typu sowieckiego, służyła najpierw propagandzie, dopiero potem nauce i planowaniu. Kiedy po roku 1989 nastały warunki ku temu, by taki bilans przeprowadzić, zabrakło żywych świadków, a dokumenty są dalece niekompletne, wiele jest ciągle niedostępnych, zwłaszcza z archiwów postsowieckich.

W roku 1967, ponad 20 lat po wojnie [!], prokuratorzy prokuratur wojewódzkich w całym kraju, rozpoczęli śledztwa w sprawie morderstw dokonanych przez hitlerowców w latach 1939-1945 na osobach narodowości polskiej i innych, na terenie poszczególnych powiatów. Akta spraw karnych zawierają zbiorcze dane, niestety, w większej części tylko szacunkowe, dotyczące skutków niemieckiej polityki. O ofiarach polityki sowieckiej nie można było, naturalnie, w dalszym ciągu mówić ani nie można było tych ofiar liczyć. 20 lat po tym śledztwie, w roku 1987, Główna Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce wydała ogólnopolski Rejestr miejsc i faktów zbrodni popełnionych przez okupanta hitlerowskiego na ziemiach polskich w latach 1939-1945.

Minęło następne ponad 20 lat i zaczynamy liczyć polskie ofiary wojny od początku. Po pierwsze dlatego, że była okrągła, 70 rocznica wybuchu II wojny światowej, a my zawsze się mobilizujemy na rocznice, po drugie dlatego, że w ostatnich latach pojawiały się głosy historyków, podważające ?kanoniczną? liczbę podaną przez Jakuba Bermana. Na przykład zmarły przed dwoma laty prof. Paweł Wieczorkiewicz, znawca stosunków polsko – rosyjskich i polsko – sowieckich, autor znakomicie napisanej Historii politycznej Polski 1935-1945, mówił o niedoszacowaniu wojennych strat ludzkich Polski. On sam szacował je na 8,5 mln poległych lub zamordowanych, lub przywiedzionych do śmierci w inny sposób obywateli Rzeczypospolitej.

Takie szacunki jak Wieczorkiewicza musiały się w końcu pojawić. Przecież 14 lutego 1946 r. pierwszy po wojnie spis powszechny w Polsce ustalił liczbę mieszkańców kraju na 23 mln 930 tys. A przecież dane statystyczne za rok 1938 podawały 34 mln 849 tys. mieszkańców II RP. Różnica niemal dokładnie 11 mln! Pole do interpretacji olbrzymie, ponieważ trzeba uwzględnić największe w dziejach Polski migracje z ziem utraconych na ziemie pozyskane, śmierć w mundurze polskim, ale także w mundurze sowieckim i w mundurze Wehrmachtu, zamordowanych przez Niemców i przez sowietów, przywiedzionych do śmierci na skutek uwięzienia, deportowania, głodu i nieludzkiej, wyniszczającej pracy ? zarówno w obozach niemieckich, jak i w sowieckich łagrach.

Prof. Włodzimierz Jastrzębski, doświadczony i utytułowany badacz wojennej historii Pomorza, uważa, że badania analityczne nad stratami ludnościowymi Pomorza, poniesionymi w latach 1939-1945, są już daleko zaawansowane. Najbardziej szokujące jest to ?już?, pisane 70 lat od wybuchu wojny?

Konieczne jest dokonanie na nowo bilansu strat osobowych, jakie poniosła Rzeczpospolita Polska podczas II wojny światowej. Nawet jeśli to będą tylko szacunki ? ale szacunki oparte na przesłankach naukowych, wynikające z badań a nie z zapotrzebowania propagandowego.

Liczba obywateli Rzeczypospolitej Polskiej, poległych w walce lub pozbawionych życia przez okupantów podczas II wojny światowej, była przedmiotem jednej z ostatnich publikacji Instytutu Pamięci Narodowej: Polska 1939?1945. Straty osobowe i ofiary represji pod dwiema okupacjami. Szczególną wagę do tej publikacji przykładał śp. prezes Janusz Kurtyka, współautor wstępu do książki, w którym podkreślał, że o ile liczba obywateli RP zamordowanych lub przywiedzionych do śmierci w różny sposób przez Niemców jest znana (mieści się w przedziale od 5.450 do 5.550 mln ludzi), o tyle liczba tych, którzy zginęli z winy Związku Sowieckiego jest ciągle nieznana.

Nad stratami polskimi pod okupacją sowiecką pracuje od wielu lat Ośrodek Karta, publikujący Indeks represjonowanych ? wielotomowe dzieło (dziś już ponad 40 tomów), w którym jest zawarta nie tylko lista katyńska, ale wszystkie zidentyfikowane miejsca cierpienia i śmierci obywateli polskich, rozrzucone na utraconych Kresach Rzeczypospolitej i na ?nieludzkiej ziemi? jak nazwał Sowiety czasu wojny Józef Czapski.

O tym, jak bolesne mogą być liczby, świadczy nieustający protest polskich deportowanych, po opublikowaniu przez IPN i Kartę nowych ustaleń, opartych na archiwaliach sowieckich, kwestionujących dotychczas podawane liczby zesłanych w głąb Związku Sowieckiego podczas masowych deportacji od 10 lutego 1940 r. do czerwca 1941 r. oraz pod koniec wojny i w pierwszych latach po jej zakończeniu. Najgłośniejszym wyrazem tego sprzeciwu jest książka sybiraka Stanisława Rymaszewskiego W obronie zaginionych krzyży.

Polska ciemna liczba strat pod okupacja sowiecka bierze się przede wszystkim z ciemnej liczby wojennych strat osobowych Związku Sowieckiego. Podkreślam raz jeszcze, że w kraju realnego, represyjnego komunizmu, w kraju totalitarnym statystyka nie służyła informacji i nauce, lecz propagandzie. Podawana w Rosji liczba ponad 20 mln obywateli ZSRS, którzy zginęli w wyniku II wojny światowej, nie budzi zaufania, ponieważ należy się domyślać, że zawarto w niej także tych obywateli sowieckich, których zamordowano w latach 30., w okresie ?wielkiej czystki?. Wśród nich było ponad 100 tysięcy osób narodowości polskiej. Prof. Andrzej Nowak z Uniwersytetu Jagiellońskiego nazywa to ?polskim holokaustem?.

W wyniku wojny Związek Radziecki stracił 10 mln 600 tys. żołnierzy oraz 11 do 15 mln 900 tys. cywili ? cytuję dla przykładu hasło z popularnej encyklopedii internetowej Wikipedia, która jest obecnie podstawowym źródłem wiedzy historycznej (i nie tylko historycznej) dla naszej młodziezy. Jednocześnie prof. Natalia Lebiediewa podaje, że tylko w latach 1937-1941 sowieckie państwo Stalina zabiło 11 mln własnych obywateli! Jak pogodzić te liczby? Czy przynajmniej części tych stalinowskich ofiar nie przypisano wojnie?! Czy na przykład polscy więźniowie polityczni, gnani pod koniec czerwca 1941 r. w marszu śmierci z więzienia w Mińsku do Czerwieni (Ihumenia) i zabijani masowo po drodze (razem z więźniami innych narodowości około 7 tysięcy zamordowanych) są w rosyjskich statystykach polskimi czy sowieckimi ofiarami wojny?

Kiedy w roku 1997 ukazała się w Paryżu Czarna księga komunizmu, wkrótce przetłumaczona na język polski i wydana u nas w roku 1999, rozpętało się na Zachodzie piekło, wywołane m.in. przedmową prof. Stéphane Courtoisa, w którym francuski historyk widzi komunizm jako największe zło XX-wiecznego świata. Komunizm nie tylko istniał przed powstaniem faszyzmu i nazizmu, ale również je przetrwał, dotykając czterech wielkich kontynentów ? pisał profesor. Także rachunek ofiar nie pozostawia wątpliwości, co do skali i istoty zła. Natychmiast odezwali się liczni obrońcy komunizmu na Zachodzie, potępiający ?radykalizm? i ?ahistoryzm? prof. Courtoisa. Także polskie wydanie opatrzono na wszelki wypadek wstępem prof. Krystyny Kersten, która dogadzała polskiej inteligencji o mentalności postsowieckiej, pisząc: Dokonując bilansu <zbrodni komunistycznych> Courtois wymienia jednym tchem <masakry zbuntowanych robotników i chłopów w latach 1918-1922> w ZSRR i klęski głodu [?]. Przy takim podejściu zaciera się wyjątkowość zbrodni najpotworniejszych [?]. W rejestrze zbrodni, będących dziełem rządów komunistycznych, Kambodży Czerwonych Khmerów nie wyłączając, nie znajdziemy takiej, którą można byłoby porównać z holokaustem. Krystyna Kersten tego nie napisała z oczywistych względów, ale nie ma wątpliwości, że przy takiej optyce zbrodni katyńskiej czy czerwieńskiej też by nie zaliczyła do ?zbrodni najpotworniejszych?, skoro takimi nie były na przykład sowieckie zbrodnie zaplanowanego głodu na żyznej Ukrainie, gdzie w roku 1932 matki zabijały małe dzieci, by ich ciałami nakarmić starsze, jeszcze snujące się po wsi wymiecionej z wszelkiej żywności przez specjalnie formowane bandy bolszewickich aktywistów. Nie ma gradacji zbrodni na potworne, potworniejsze i najpotworniejsze. Bez względu na to, jakie są poglądy polityczne i upodobania ideologiczne autora.

Wielkim zainteresowaniem internautów cieszy się obecnie film dokumentalny The soviet story. Prace nad filmem trwały ponad 10 lat. Został zrealizowany przez Edvina Šnore – łotewskiego politologa, który jest również autorem scenariusza filmu. W dniu premiery filmu w Brukseli (2008) rosyjska gazeta ?Prawda? nazwała go próbą przepisywania historii przez Europę. Kremlowski historyk nawoływał, by ukarać jego kolegów, którzy pomogli w realizacji filmu, wypowiadając się przed kamerą!

Ten historyk, Aleksandr Djukow uważa, że rosyjscy historycy, którzy współuczestniczyli w tworzeniu filmu, muszą albo wyrzec się go, albo zostać zwolnieni i dostać zakaz wykonywania swojego zawodu! Jeżeli ktoś chce uczestniczyć w antyrosyjskiej propagandzie – niech to robi nie na koszt państwa.

Zastępca dyrektora generalnego ?centrum politycznych technologii? Siergiej Michejew powiedział, że film The soviet story to próba przepisywania historii przez kraje europejskie. Przynajmniej w czasach drugiej wojny światowej rola ZSSR była jednoznacznie pozytywna. Gdyby nie ofiary, które złożył Związek Radziecki, Europa – podobnie jak USA – nie istniałyby w swojej obecnej formie ? stwierdził Mihejew. Ani słowa o tajnych układach z Niemcami i o współodpowiedzialności za wybuch wojny.

Jest się nad czym zastanowić. ?Nowa polityka historyczna? Rosji rzuca snop światła także na problemy z bilansem wojennych strat osobowych nieodgadnionego i nieopisanego w swej ludobójczej polityce Związku Sowieckiego.

Z tych problemów sowieckich wynikają także polskie problemy w dociekaniu prawdy, ponieważ wszystko wskazuje na to, że duża część naszych rodaków, zamordowanych przez NKWD, została wpisana do rejestru strat ludzkich Związku Sowieckiego w okresie ?wielkiej wojny ojczyźnianej?! Pora najwyższa, by wrócić do tych problemów i postawić sprawę na nowo, rozpoczynając od weryfikacji elementarnych ustaleń, niekwestionowanych przez lata i opieczętowanych przez komunistyczną cenzurę. Szkoda, że tak późno.

Na tym tle nasze starania o uznanie zbrodni katyńskiej za zbrodnię ludobójstwa nie dotyczą tylko tej zbrodni i nie są bynajmniej przejawem polskiego uporu oraz niedoceniania dobrej woli naszych rosyjskich partnerów ? jak się to dziś ?poprawnie? ujmuje. Katyń jest puszką Pandory, która się otwiera nie tylko na tę zbrodnię, ale na całą sekwencję zbrodni sowieckich na Polakach i innych narodach. Domagając się prawdy o zbrodni katyńskiej i właściwej jej kwalifikacji, domagamy się w gruncie rzeczy całej prawdy o systemie sowieckim i właściwej kwalifikacji wszystkich jego zbrodni, bez względu na narodowość ofiar.

Wracając zaś na koniec do głównego wątku, czyli do rozmiarów polskich, osobowych strat wojennych, warto zestawić dwie liczby, które mówią więcej niż niejeden uczony wywód historyka. Według Biura Planowania Krajowego przy Gabinecie Ministra Skarbu Rzeczypospolitej Polskiej (prognoza z 1 stycznia roku 1939), w roku 1950 liczba obywateli Rzeczypospolitej Polskiej miała przekroczyć 40 mln ludzi. Na skutek zbrodni wojennych oraz wymuszonej zmiany granic, realna liczba ludności Polski wynosiła w roku 1950 około 26 mln ludzi. 14 mln różnicy! Oto właściwa skala naszych nieodwracalnych strat wojennych, skala ubytku narodowego potencjału i narodowej energii ? tej najcenniejszej, ludzkiej.

Czytany 391 razy

NASZ KONTAKT

Polskie Stowarzyszenie Morskie- Gospodarcze im. E. Kwiatkowskiego

81-576 Gdynia ul. Żuławska 5
Sekretariat PSMG Łódź ul. Wojskowa 2

 images\pdf\Gazet67.pdf

 

 

Wesprzyj nasze stowarzyszenie finansowo.

Nasze konto Nr 19 1020 3408 0000 4702 0161 0187